Jesteś w: Ostatni dzwonek -> Syzyfowe prace

Streszczenie „Syzyfowych prac”

Autor: Karolina Marlga

W męskim gimnazjum klasycznym w Klerykowie czekało na długim korytarzu na egzaminy do klasy wstępnej dużo ludzi z dziećmi. Termin odkładano od paru dni. W tamtym okresie istniały dwa typy szkół średnich: klasyczny i realny. W pierwszym do przedmiotów obowiązkowych należała łacina i greka. Wśród zebranych byli urzędnicy, szlachta, przemysłowcy i zamożniejsi chłopi. Wszyscy niecierpliwili się. Otaczały ich okna, osadzone w grubych i chłodnych murach oraz drzwi prowadzące do szkolnych sal. Pani Borowiczowa również czekała tam z synem. Dwa miesiące wcześniej skierowała do szkoły prośbę na piśmie do dyrektora, by zaliczył Marcinka w poczet uczniów klasy przygotowawczej. Do pisma dołączyła świadectwo stanu majątkowego, metrykę syna i inne dokumenty. Helena przyjechała z oddalonych od trzy mile od Klerykowa Gawronek, co było bliską odległością w porównaniu z pozostałymi zebranymi. Nikt nie wiedział, ile czasu potrwa oczekiwanie. W szkole akurat odbywały się egzaminy poprawkowe uczniów. Nagle korytarzem przeszedł stary i siwy dyrektor gimnazjum, mający krotką bródkę. Nikt nie odważył się zadać pytania o termin egzaminów.

Borowiczowa dowiedziała się od woźnego Pazura, siedzącego w przedsionku za oszklonymi drzwiami, że potrzebnej informacji może udzielić sekretarz z kancelarii. Paru rodziców udało się więc z misją, dowiadując się, że być może egzaminy odbędą się w tym tygodniu i przeprowadzi je pan Majewski. Helena udała się z Marcinkiem do hotelu, mieszczącego się w jednej z brudniejszych ulic miasta. Odpoczywając, kazała synowi powtarzać rosyjską gramatykę. W pewnej chwili przyszedł do niej znajomy stary żydowski kupiec zbożowy Izrael mówiąc, że syn jego brata dwa lata wcześniej miał wykupione korepetycje u Majewskiego, po trzy ruble za godzinę. Chłopiec zdał egzaminy. Borowiczowa dowiedziała się od Izraela o miejscu zamieszkania nauczyciela, po czym udała się z synem na obiad do restauracji. W międzyczasie wysłała furmana z listem do męża do Gawronek, prosząc w kartce, by od miejscowych bankierów pożyczył dwadzieścia pięć rubli. Opisała mu sytuację panującą w szkole: „Wszystko, co robiła i o czem myślała pani Borowiczowa, to były w warunkach życia familji szlacheckiej tego rodzaju - po prostu zamachy stanu. Już samo oddawanie syna do gimnazjum, konieczność płacenia stancji, wpisów, nabywania książek, odzieży mundurowej i t. d. stanowiły wysiłek niezmierny. Teraz, kiedy przyszło jeszcze płacić po trzy ruble za godzinę lekcji, była to już gra. Pani Borowiczowa rozważała to wszystko, przebiegała w myśli wszelkie szansę i zdecydowała się nieodwołalnie: choćby przyszło łachmany wiązać, chłopca uczyć trzeba. Liczyła zresztą na indyki, prosięta, kaczki i t. p., i obiecywała sobie, że pokryje niespodziewane wydatki”.
Po posiłku udała się z Marcinkiem na ulicę Moskiewską – do profesora Majewskiego. Służąca kazała im poczekać w salonie: „Salonik ów było to istne pudełeczko, wyłożone pięknemi sprzętami. Na środku błyszczącej posadzki leżał dywan, a na nim stały niewielkie mebelki, obite jasną materją: wykwintna kanapka i foteliki, skupione dokoła małego stołu, gdzie leżały albumy, całe stosy fotografii w pięknych pudłach i misa, napełniona biletami wizytowemi. (...)Przed biurkiem było lekkie krzesło na biegunach, obok niego kosz ze zniszczonemi papierami. Na wszystkich ścianach wisiały tak zwane chińskie parawaniki z rozpostartemi w nich, na kształt wachlarzy, fotografjami pięknych dziewic o niesłychanie wielkich oczach i biustach, do najniższego stopnia odsłonionych, albo reprodukcje miłych kociąt, scen zabawnych i widoki miasta gubernjalnego Klerykowa”.
Po chwili pojawił się gospodarz. Był wysokim mężczyzną, blondynem z jasnym zarostem i przerzedzoną czupryną. Borowiczowa, nie posługując się dobrze rosyjskim, a przy tym obawiając się popełnić gafę, przedstawiła swą prośbę w języku francuskim. Usłyszawszy słowa kobiety, mężczyzna odezwał się po polsku, z ruskim akcentem. Powiedział, że Rosjaninem został dopiero przed dwoma laty i nigdy tam nie był, po czym zgodził się na udzielenie chłopcu kilku lekcji. Zapłaciwszy dwadzieścia cztery ruble za osiem jednostek, Helena usłyszała, że jedynak ma przychodzić codziennie o godzinie siedemnastej. Ujrzała pokój z ogromnym stołem, w którym miały odbywać się lekcje.




strona:    1    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19  

Szybki test:

Wiktor Alfons Pigwański był:
a) korepetytorem
b) uczniem 7 klasy
c) wszystkie odpowiedzi są poprawne
d) współlokatorem Marcina na stancji u Przepiórkowskiej
Rozwiązanie

Bernard Zygier został wyrzucony z gimnazjum w:
a) Kielcach
b) Krakowie
c) Kaliszu
d) Warszawie
Rozwiązanie

Pani Przepiórkowska mieszkała:
a) na Wigwizdowie
b) na Zatorzu
c) na Wiejskiej
d) na Barakowej
Rozwiązanie

Więcej pytań

Zobacz inne artykuły:

StreszczeniaOpracowanie
Streszczenie „Syzyfowych prac”
„Syzyfowe prace” streszczenie w pigułce
Stefan Żeromski - biografia
„Napisać muszę książkę, gdzie wypowiem, ze historia mego czasu była przedmiotem mego badania i bólu mego serca”, czyli powstanie powieści
Geneza i autobiografizm „Syzyfowych prac”
Czas i miejsce akcji „Syzyfowych prac”
Język i styl „Syzyfowych prac”
Kompozycja „Syzyfowych prac”
Znaczenie tytułu powieści
Metody rusyfikacji polskiej młodzieży na podstawie „Syzyfowych prac”
Artyzm „Syzyfowych prac” Żeromskiego
Rusyfikacja ziem polskich w XIX wieku
Szczegółowy plan wydarzeń „Syzyfowych prac”
Rusyfikacja ziem polskich w XIX wieku
„Syzyfowe prace” na wielkim i małym ekranie
Morfologia, składnia oraz stylistyka „Syzyfowych prac”
Krytycy i badacze o „Syzyfowych pracach”
Żeromski - kalendarium twórczości
Twórczość Stefana Żeromskiego
Najważniejsze cytaty „Syzyfowych prac”
Bibliografia




Bohaterowie
Charakterystyka Marcina Borowicza
Charakterystyka Andrzeja Radka
Charakterystyka Bernarda Zygiera (Siegera)
Charakterystyka pozostałych bohaterów



Partner serwisu:

kontakt | polityka cookies