Jesteś w: Ostatni dzwonek -> Ferdydurke

„Ferdydurke” – streszczenie szczegółowe



Rozdział I – PORWANIE

We wtorek, po przebudzeniu bohaterowi zdawało się, że jedzie taksówką na dworzec. Gdy zupełnie się rozbudził, powrócił do rzeczywistości. Miał poczucie niesmaku i „lęku nieistnienia”. Przypominał sobie sen, w którym przeniósł się w czasy młodości. Obecnie miał trzydzieści lat. Grał w brydża, chodził po kawiarniach i barach. Jego koledzy - rówieśnicy już dawno założyli rodziny. Tylko on pozostawał samotny. Wpłynąć na niego chciały ciotki. Pragnęły by się ustatkował, przystosował się do otoczenia.

Podczas rozmyślań ujawniły się jego poglądy. Nienawidził grup „półinteligentów”. Opierał się elicie i arystokracji. Bohater wspominał napisaną debiutancką książkę pod tytułem „Pamiętnik z okresu dojrzewania”. Traktował ją jako życiowe osiągnięcie. Publikacja spotkała się z krytyką.

Spostrzegł nagle, że ktoś stał w kącie przy piecu w jego pokoju. Był pewien, że drzwi były zamknięte. Jak się okazało, nie był to sen, lecz duch – zjawa, jego sobowtór. Ukradkiem spod kołdry popatrzył na siebie. Sobowtór miał jego fryzurę, oczy i nos. Klon stał zawstydzony, a bohater nie wiedział, co się dzieje.

Nastał świt. Józio wstał, a służąca przyniosła świeże bułeczki i poranną kawę. Mężczyzna wyciągnął brulion i zaczął pisać. W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. W progu stanął: „T. Pimko, doktor i profesor, a właściwie nauczyciel, kulturalny filolog z Krakowa, drobny, mały, chuderlawy, łysy, i w binoklach, w spodniach sztuczkowych, w żakiecie, z paznokciami wydatnymi i żółtymi, w bucikach giemzowych, żółtych”.

Złożył bohaterowi kondolencje z powodu śmierci jednej z ciotek. Wyliczył wady i zalety nieżyjącej. Gdy ujrzał brulion leżący na stole, nałożył binokle i zaczął czytać zapiski. Zapytał, czy zna „duchy języków”, dziejów, cywilizacji. Przepytywał go ze znajomości przysłówków.

Bohater chciał krzyczeć, że nie jest już uczniem i chciał uciekać. Apodyktyczny belfer złapał go za kark i posadził ponownie. Zaczął znowu odpytywać. Gdy Józio podniósł dwa palce do odpowiedzi, Pimko rzekł: „-Niech Kowalski siedzi. Znowu do klozetu?”. Potem powiedział, że pójdą teraz do szkoły dyrektora Piórkowskiego. Były tam dwa wolne miejsca w szóstej klasie. Józio miał nadrobić braki w edukacji. Gdy profesor już wszystko ustalił, zawołał służącą, której kazał przynieść palto pana. Zdziwiona dziewczyna zaczęła lamentować. Nie rozumiała, czemu obcy człowiek zabierał jej pracodawcę.

Po wyjściu z mieszkania mijali ludzi, domy, które stały na swym starym miejscu. W pewnym momencie podbiegł pies. Chwycił Pimkę za nogawkę spodni, rozdzierając materiał. Zwierzę cały czas głośno szczekało. Bohaterowie poszli dalej.

Rozdział II UWIĘZIENIE I DALSZE ZDRABNIANIE

Bohaterowie stanęli przed gmachem szkoły. Mimo że Józio płakał, Pimko wepchnął go za furtkę. Była akurat duża przerwa. Na placu spacerowali młodzi ludzie, mający od dziesięciu do dwudziestu lat. Jedli kanapki, a przez szpary w płocie obserwowały ich matki. Pilnowały ich jak niemowląt.

Do Pimki i piętnastolatka (Józio stał się gimnazjalistą) podszedł kulawy nauczyciel. Profesor sprawował obowiązki wizytatora. Powiedział, że chce zapisać młodzieńca do szóstej klasy. Zapytał nauczyciela o zachowanie młodzieży. Usłyszał, że wszyscy sprawowali się dobrze. Nie można było z uczniów wydobyć jedynie „świeżości” i „naiwności”. Byli tym wartościom niechętni i oporni. Pimko, srogo spojrzawszy na rozmówcę oświadczył, że za pół godziny będzie „podwójna dawka naiwności”. Zobowiązał się wykrzesać ją z uczniów. Potem schował się za pień dużego drzewa, by z ukrycia obserwować młodzież.

Kulejący pedagog zaprowadził Józia do grupy uczniów stojących na placu. Odszedł kawałek dalej. Chłopcy czytali książki. Bohater podszedł do jednego, chcąc przerwać tę „farsę”. Nie był uczniem, miał przecież trzydzieści lat. Powiedział: „- Kolega pozwoli – zacząłem – jak kolega widzi, nie jestem… Lecz ten krzyknął – Patrzcie Novus Kolegus, obskoczyli mnie”.

Mówili w bardzo dziwny sposób, na przykład: „białogłowa, niewiasta, podwika, balwierz, Febus, miłosne zapały, skrzat, profesorus, lekcjus polskus, ideałus, chutnie”. Słowa były zakończone łacińskimi końcówkami. Chłopcy mieli niezdarne ruchy, twarze dziwne („szpikowate”). Ciągle mówili o organach płciowych. Patrzyli albo na nauczyciela, albo na stojące za płotem szkoły matki.

W końcu dostrzegli schowanego za drzewem wizytatora Pimkę. Zaczęli szeptać. Zastanawiali się nad celem jego wizyty. Podeszli do skulonego profesora. Pimko rzucił im napisaną pospiesznie kartkę: «Na zasadzie moich obserwacji, przeprowadzonych w szkole X podczas wielkiej pauzy, stwierdzam, że młodzież męska niewinna jest! Takie jest moje najgłębsze przekonanie. Dowodem tego - wygląd uczniów oraz ich niewinne rozmowy tudzież ich niewinne i przemiłe pupy. T. Pimko 29. IX. 193... Warszawa».

Kiedy ta notatka doszła do wiadomości uczniów, zaroiło się w szkolnym mrowisku. - My niewinni? My, młodzież dzisiejsza? My, którzy już chodzimy na kobiety? (…)Niewinni z kobietą w ramionach! Niewinni w walce i w biciu. Niewinni, gdy recytowali wiersze, i niewinni, gdy grali w bilard. Niewinni, gdy jedli i spali. Niewinni, gdy zachowywali się niewinnie. Zagrożeni bez przerwy świętą naiwnością, nawet gdy krew rozlewali, torturowali, gwałcili albo przeklinali - wszystko, aby nie popaść w niewinność!.

Przyglądając się temu wszystkiemu, Józio wciąż miał nadzieję, że śni. Zapytał jednego z uczniów, dlaczego używa tak brzydkich słów. Usłyszał, że ma się „zamknąć”: „I gorączkowo, szybko, po kryjomu wymieniali brutalne przekleństwa, wyzwiska i inne plugastwa, a niektórzy rysowali je kredą na płocie w kształcie geometrycznych figur (…)To jedyna nasza obrona przed pupą! Nie widzisz, że wizytator jest za dębem i pupę nam robi? Ty, zdechlaku, francuski piesku, jeżeli zaraz nie powiesz największych świństw, zrobię ci korkociąg. Hej, Myzdral, chodź no, przypilnuj, żeby ten nowy zachował się przyzwoicie. A ty, Hopek, puść w kurs jaki pieprzny kawał. Panowie, ostro, bo pupę nam zrobi!”.

Jeden spośród chłopców, zwany Miętusem („ordynarny łobuz”) wyrył w drzewie (za którym stał Pimko) czteroliterowy napis. Spowodował ogólny wybuch śmiechu. Józio natychmiast zrelacjonował ten wybryk profesorowi. Stojąc po drugiej stronie drzewa, nie widział napisu. Wówczas belfer wyszedł zza drzewa, stanął na środku placu i głośno powiedział, że uczniowie pewnie i tak nie wiedzą, co oznacza to brzydkie słowo. Zapewne usłyszeli je z ust służącej, a teraz chcą się popisać przed kolegami. Tak naprawdę są niewinni.

Gdy skończył przemowę, poszedł do kancelarii, w której urzędował dyrektor. Matki stojące za płotem mówiły: „- Cóż za wytrawny pedagog! Pupcię, pupcię, Pupcię mają maleństwa nasze!”.

Po odejściu Pimki Miętus zdenerwował się na to, że profesor uznał ich za „niewinnych”. Nie znosił tego słowa. Pylaszcziwicz, zwany Syfonem, który był tęgim, wysokim młodzieńcem, rzekł w odpowiedzi, że niewinność to zaleta. Oświadczył, że nie wstydzi się swego nieuświadomienia. Nazwał Miętusa „zdrajcą ideałów młodzieńczych”.

strona:    1    2    3    4    5    6    7    8    9    10  

Szybki test:

Syfon, nie mogąc sobie poradzić po gwałcie:
a) truje się
b) wiesza się
c) wyjeżdża z miasta
d) topi się
Rozwiązanie

Pylaszczkiewicz zwany przez kolegów Syfonem jest:
a) tęgi i wysoki
b) otyły i brzydki
c) pryszczaty i gruby
d) szczupły i średniego wzrostu
Rozwiązanie

Ciotka Hurlecka nosiła panieńskie nazwisko:
a) Sum
b) Okoń
c) Lin
d) Płotka
Rozwiązanie

Więcej pytań

Zobacz inne artykuły:

StreszczeniaOpracowanie
„Ferdydurke” – streszczenie szczegółowe
„Ferdydurke” – streszczenie w pigułce
Lekcja polskiego w „Ferdydurke”
Zawiązanie akcji w „Ferdydurke”
„Ferdydurke” – geneza powieści
Główne założenia „Ferdydurke”
Życiorys Witolda Gombrowicza w skrócie
Witold Gombrowicz - biografia
Język „Ferdydurke”
Charakterystyczne cechy języka „Ferdydurke”
Konstrukcja „Ferdydurke”
Miejsce akcji „Ferdydurke”
Narracja „Ferdydurke”
Kompozycja i struktura „Ferdydurke”
„Forma” Gombrowicza
Przynależność gatunkowa „Ferdydurke”
Znaczenie słów „pupa”, „gęba”, „łydka” w „Ferdydurke”
Czas akcji „Ferdydurke”
Słowa - klucze w „Ferdydurke”
Kwestia niedojrzałości w „Ferdydurke”
Pojęcie formy na podstawie „Ferdydurke”
Gombrowiczowska walka z formą, czyli obnażenie prawdy o człowieku
Wielostylowość „Ferdydurke”
Relacje międzyludzkie w „Ferdydurke”
Forma produktem relacji międzyludzkich, czy relacje międzyludzkie wynikiem formy?
Narracja w „Ferdydurke”
Groteska w „Ferdydurke”
Niedojrzałość w „Ferdydurke”
Bolimowo i dworek Hurleckich w „Ferdydurke”
Stancja u Młodziaków w „Ferdydurke”
Szkoła i uczniowie w „Ferdydurke”
Klucz do czytania „Ferdydurke”
Walka Józia z formą
„Ferdydurke” jako powieść nowoczesna
Parodia w „Ferdydurke”
Twórczość Witolda Gombrowicza
Absurd w „Ferdydurke”
O Gombrowiczu powiedzieli
Kalendarium życia i twórczości Witolda Gombrowicza - powieściopisarza, dramaturga i eseisty
Jaki sens ma zakończenie „Ferdydurke”?
Charakterystyka chłopiąt i chłopców w "Ferdydurke"
Najważniejsze cytaty z „Ferdydurke”
Narracja autora – Gombrowicza w „Ferdydurke”
Narracja Józia – głównego bohatera „Ferdydurke”
2004 rok rokiem Gombrowicza
Rozbijanie konwencji gatunkowych w „Ferdydurke”
Gatunki w „Ferdydurke”
Ekranizacje prozy Gombrowicza
Cytaty z Gombrowicza
Pojęcie absurdu, parodii i ironii
Pojęcie groteski
Motywy oniryczne w „Ferdydurke”
Bibliografia




Bohaterowie
Józio – charakterystyka bohatera
Profesor Pimko – charakterystyka
Miętus – charakterystyka bohatera
Walek - charakterystyka postaci
Zuta Młodziakówna - charakterystyka
Kopyrda – charakterystyka
Syfon – charakterystyka
Bladaczka – charakterystyka
Hurleccy - charakterystyka
Młodziakowie - charakterystyka



Partner serwisu:

kontakt | polityka cookies