aa
aaaJesteś w: Ostatni dzwonek -> Romantyzm
Poeta dochodzi także do smutnego wniosku – nawet piękno doskonałe, po konfrontacji z brutalnością świata, jest skazane na upadek i potępienie. Podobnie dzieje się z twórczością nawet najwybitniejszych jednostek – ich dzieła nigdy nie są w pełni zrozumiane czy doceniane. Prędzej doczekają się wyszydzenia czy zmarginalizowania, niż należnego im szacunku. Wszystko się zmienia dopiero po latach (a i to nie dzieje się zawsze). Czasami zdarzy się jakiemuś pokoleniu odkryć prawdziwe przesłanie idei żyjącego wiele lat wcześniej artysty. Najczęściej jednak ludzi cechuje bezmyślność, nie potrafią docenić tej cząstki boskości, jaka stała się udziałem człowieka dzięki twórczości wybitnych jednostek. Podobna interpretacja dzieła pojawia się u wspomnianego wyżej popularyzatora literatury polskiego romantyzmu, Eligiusza Szymanisa.
W swoim artykule „Odnaleźć w sobie cień boskości” badacz dzieł Mickiewicza, Słowackiego oraz Norwida konstatuje:
„Norwidowska koncepcja sztuki skazywała więc samoistnie na odrzucenie artysty przez współczesnych. Rodziło to gorycz i poczucie osamotnienia. Nie było wcale łatwe. Całkiem po ludzku, ten, który od laurów nie wziął listka jednego, ni ząbeczka w liściu nie był zachwycony światem salonów i pustych form. Odczuwał, jak każdy kto realizuje wielką misję, związane z nią trudności. Wiedział jednak i wiedza ta ugruntowała się z czasem, że inaczej artystą być nie można, że nie można nie zapłacić ceny, która wynika z najgłębszej istoty sztuki. Popularność, akceptacja, sława znaczyły po prostu rozminięcie się z ideałem i odejście od pracy. Bez tej nie mogło zaś być piękna, tylko pozorne ulotne wartości. Przeżywając więc po ludzku samotność tego, który wie to, co wszyscy wiedzieć będą w czasach „późnego wnuka”, Norwid obawiał się jakby zrozumienia i popularności. Uciekał od czytelników we własne pomysły artystyczne, które tylko tych najbardziej wytrwałych skłonią do pracy, prowadzącej do zmartwychwstania. Jak średniowieczny asceta, nie oczekiwał, że zafascynowani codziennością ludzie pójdą natychmiast jego śladem. Miał jednak poczucie misji, która świętym kazała trwać w ascezie, by wyznaczyć w ten sposób niedościgły ideał. Sztuka, która w jakiejś mierze odwracała się do czytelnika, która skazywała autora na anonimową egzystencję w przytułku, nie mogła być inna, gdyż utraciłaby tożsamość” (E. Szymanis, „Odnaleźć w sobie cień boskości”, [w:]„Ojczyzna Polszczyzna” 1997 nr 3 s. 12-15).
Aby podkreślić swoją smutną tezę o kondycji człowieka romantyzmu, Norwid przywołuje nazwiska innych niedocenianych twórców. Pada imię doskonałego greckiego rzeźbiarza Fidiasza, autora antycznych tragedii, Ajschylosa, czy króla Dawida, któremu badacze i historycy literatury , jak i wszystkie teksty źródłowe przypisują autorstwo starotestamentowej Księgi Psalmów. Fortepian Szopena - interpretacja
Poeta dochodzi także do smutnego wniosku – nawet piękno doskonałe, po konfrontacji z brutalnością świata, jest skazane na upadek i potępienie. Podobnie dzieje się z twórczością nawet najwybitniejszych jednostek – ich dzieła nigdy nie są w pełni zrozumiane czy doceniane. Prędzej doczekają się wyszydzenia czy zmarginalizowania, niż należnego im szacunku. Wszystko się zmienia dopiero po latach (a i to nie dzieje się zawsze). Czasami zdarzy się jakiemuś pokoleniu odkryć prawdziwe przesłanie idei żyjącego wiele lat wcześniej artysty. Najczęściej jednak ludzi cechuje bezmyślność, nie potrafią docenić tej cząstki boskości, jaka stała się udziałem człowieka dzięki twórczości wybitnych jednostek. Podobna interpretacja dzieła pojawia się u wspomnianego wyżej popularyzatora literatury polskiego romantyzmu, Eligiusza Szymanisa.
W swoim artykule „Odnaleźć w sobie cień boskości” badacz dzieł Mickiewicza, Słowackiego oraz Norwida konstatuje:
„Norwidowska koncepcja sztuki skazywała więc samoistnie na odrzucenie artysty przez współczesnych. Rodziło to gorycz i poczucie osamotnienia. Nie było wcale łatwe. Całkiem po ludzku, ten, który od laurów nie wziął listka jednego, ni ząbeczka w liściu nie był zachwycony światem salonów i pustych form. Odczuwał, jak każdy kto realizuje wielką misję, związane z nią trudności. Wiedział jednak i wiedza ta ugruntowała się z czasem, że inaczej artystą być nie można, że nie można nie zapłacić ceny, która wynika z najgłębszej istoty sztuki. Popularność, akceptacja, sława znaczyły po prostu rozminięcie się z ideałem i odejście od pracy. Bez tej nie mogło zaś być piękna, tylko pozorne ulotne wartości. Przeżywając więc po ludzku samotność tego, który wie to, co wszyscy wiedzieć będą w czasach „późnego wnuka”, Norwid obawiał się jakby zrozumienia i popularności. Uciekał od czytelników we własne pomysły artystyczne, które tylko tych najbardziej wytrwałych skłonią do pracy, prowadzącej do zmartwychwstania. Jak średniowieczny asceta, nie oczekiwał, że zafascynowani codziennością ludzie pójdą natychmiast jego śladem. Miał jednak poczucie misji, która świętym kazała trwać w ascezie, by wyznaczyć w ten sposób niedościgły ideał. Sztuka, która w jakiejś mierze odwracała się do czytelnika, która skazywała autora na anonimową egzystencję w przytułku, nie mogła być inna, gdyż utraciłaby tożsamość” (E. Szymanis, „Odnaleźć w sobie cień boskości”, [w:]„Ojczyzna Polszczyzna” 1997 nr 3 s. 12-15).
Twórczość tych wybitnych ludzi przetrwała wieki, podobnie będzie z dorobkiem Chopina. Nawet po upływie setek lat ludzkość nadal zachwyca się jej nieskazitelnością, idealnym połączeniem „Ducha i Litery”, czyli treści i formy. W VII strofie dzieła Norwid przedstawia opozycję „Pełni i Braku”. Ten pierwszy cechuje rzeczywistość, świat materialny, zaś „Pełnia” jest istotą sztuki. To właśnie zderzenie „Braku i Pełni” jest przyczyną, dla której sztuka, która powinna być wieczna, ulega zniszczeniu.
Na szczęście wszyscy wybitni przedstawiciele sztuki potrafią, zdaniem podmiotu, tworzyć swe dzieła w sposób doskonały właśnie poprzez łączenie treści i formy: „Zwiesz się razem: Duchem i Literą”.
W części tej pada odpowiedź na pytanie, dlaczego prawdziwa sztuka jest niezrozumiała w realnym świecie. Otóż cechą takiego świata jest niedoskonałość, zaś sztuka jest czymś doskonałym, tworzącym idealną całość. Dlatego nie można na ziemi zrealizować jej ideału:
strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Zobacz inne artykuły:
kontakt | polityka cookies
